Wietnam marzył się nam od dawna. Piękne zdjęcia krajobrazów wpisanych na listę światowego dziedzictwa UNESCO budziły w nas pewien dreszczyk emocji, chcieliśmy je koniecznie zobaczyć.

Pierwsze podejście do wyjazdu tego kraju zrobiliśmy w 2018 roku, wykupując bilety lotnicze do Ho Chi Minh. Los jednak chciał, że musieliśmy zrezygnować z wyjazdu, tracąc trochę pieniędzy – nie ubezpieczyliśmy biletów od kosztów rezygnacji.

Dlatego warto pamiętać o wykupieniu ubezpieczenia ! 

Kolejna okazja na wyjazd do jednego z wymarzonych krajów nadarzyła się w 2020 roku, wykupiliśmy bilety na trasie Kraków – Hanoi – Kraków. Niestety na niecałe 2 miesiące przed wylotem wybuchła w Chinach epidemia koronawirusa, która szybko nastraszyła świat. Wirus ten dotarł również do Wietnamu, jednak władze bardzo szybko reagowały i wprowadzały działania prewencyjne. Nasz wyjazd stanął pod znakiem zapytania. Na bieżąco kontrolowaliśmy sytuację w Wietnamie, śledząc komunikaty państwowe i będąc w kontakcie z osobami mieszkającymi tam.

Do samego dnia wylotu nie byliśmy pewni czy wyjechać, w tym czasie w Wietnamie nie było nikogo chorego, wszystkie 16 przypadków zarażenia były wyleczone. Rząd wietnamski w tym czasie zamknął granice z Chinami, a ich obywatele nie mogli przybyć do Wietnamu. W podobnej sytuacji byli obywatele Japonii i Iranu – gdzie rosła liczba zachorowań.

Ostatecznie podjęliśmy decyzje, ze jedziemy!

Czy to był dobry pomysł ?

Pierwszy tydzień upłynął bardzo przyjemnie, w bardzo miłej atmosferze. Wietnamczycy są bardzo uprzejmymi i pomocnymi ludźmi, a Leo wywoływał na ich twarzach wiele uśmiechów!

Niestety sytuacja po tygodniu się zmieniła za sprawa feralnego lotu z UK, na pokładzie którego było kilka zarażonych osób, które rozjechały się po Wietnamie. Po pierwszych pozytywnych testach wykonanych w Wietnamie na koronawirusa, docierały do nas informacje o kwarantannach w hotelach, w których byli ów pasażerowie, kwarantannach dla pozostałych pasażerów feralnego lotu. Zmieniło się również podejście Wietnamczyków do Europejczyków. Czuliśmy się trochę jak intruzi i pewnie dla nich nimi byliśmy. Obawy mieszkańców Wietnamu przed koronawirusem są ogromne.

W tym czasie dotarliśmy do miasta Haiphong, gdzie mieszkańcy nas omijali, przechodzili na druga stronę drogi.

Podróżując samolotem na trasie Da Nang – Haiphong, Wietnamka, gdy zobaczyła, że mamy koło niej miejsca, miałam wrażenie, że najchętniej wyskoczyłaby przez okienko samolotu. Całą podróż siedziała odwrócona do nas tyłem, starając się być jak najdalej od nas.

Konieczne było noszenie maseczek – i tu paradoks – wszyscy Wietnamczycy je nosili, a w każdym sklepie można je było kupić bez problemu w dowolnej ilości. Podoba sytuacja była z żelami do dezynfekcji dłoni – były przed każdym sklepem, w każdej hotelowej recepcji, w każdym miejscu, w którym były skupiska ludzi – w sklepach również nie było najmniejszego problemu z ich zakupem po nie zawyżonych cenach! Da się ? Da!

Lotnisko Da Nang

Pewne atrakcje wietnamskie były kolejno zamykane. Nasze pierwotne plany zwiedzania ulegały ciągłym modyfikacjom.

Mieliśmy mierzoną temperaturę przy wejściu do hotelu, w trakcie korzystania z niektórych atrakcji, np. rejsu po zatoce Ha Long. W niektórych miejscach była również konieczność wypełnienia deklaracji zdrowia.

Wzór deklaracji, którą musieliśmy uzupełniać

Dodatkowo docierały do nas informacje o możliwym zamknięciu polskich granic. Mieliśmy informacji, ze nastąpi to w poniedziałek 16.03. Przebukowaliśmy bilety na pierwszy możliwy termin, w którym zdarzylibyśmy dostać się do Hanoi – 15.03. Niestety w nocy z 13/14.03 czasu wietnamskiego ( w Wietnamie + 6h do zimowego czasu w PL) Premier ogłosił o podjęciu decyzji o zamknięciu granic od niedzieli 15.03. My jednak pozostawaliśmy w nadziei, że z racji na różnice czasu, zdążymy wrócić do Polski. Nasz lot rozpoczynał się o 00.40 czasu Wietnamskiego czyli 18.40 w Polsce. Ale niestety- dostaliśmy wiadomość e-mail o odwołanym locie na trasie Dubaj – Kraków.

Jak wyglądał nasz powrót i ile trwał?

14.03. sobota

  • 11.30 – wymeldowanie z hotelu w Ninh Binh;
  • 13.30 – Bus na trasie Ninh Binh – Hanoi
  • 16.30 – dotarliśmy do Hanoi, dzięki uprzejmości hotelu, w którym byliśmy zameldowani na początku wyjazdu do Wietnamu, mogliśmy zostawić swoje bagaże, skorzystać z lobby i spokojnie zadzwonić do linii lotniczych Emirates.Po rozmowie telefonicznej bilet został przebukowany do Monachium.
  • 21.40 – taxi, droga na lotnisko.
  • 00.40 – start samolotu – trasa Wietnam/Hanoi – Dubaj.
    godziny są podane w czasie wietnamskim + 6h
  • Po 7 h wylądowaliśmy w Dubaju, gdzie mieliśmy przesiadkę 10 godzin.
  • Samolot do Monachium – 5 h 40 min.
  • Wstępny plan zakładał, ze zostaniemy jedną noc w Monachium, szukając na spokojnie transportu kolejnego dnia. Wylądowaliśmy o 19.50 czasu polskiego w Monachium (niedziela).
    Na pokładzie samolotu wracali również turyści z wakacji zorganizowanych przez jedno z działających w Polsce biur podroży. Dzięki ich uprzejmości mogliśmy wyruszyć z nimi w trasę do Polski.
    O mały włos moglibyśmy się nie załapać, ponieważ nasze bagaże wyjechały jako jedne z ostatnich, dodatkowo jeden z nich był uszkodzony, więc musieliśmy jeszcze to zgłosić.
  • Wyruszyliśmy w drogę około godziny 21, docierając do granicy Niemiecko – polskiej w Olszynie o godzinie 4.
    Utknęliśmy w korku, który ciągnął na ok. 3 km. Czas stania w korku – prawie 8 godzin. Niestety przejścia nie były przystosowane do tak dużej ilości pasażerów chcących przekroczyć granicę.
    W korku stały zarówno autokary z turystami, samochody prywatne i kierowcy zawodowi w załadowanych tirach.
    Największą burzę wśród pasażerów autokarów wywołała ciężarówka z kurczakami, którą kierowcy musieli przepuszczać..bo niby kurczaki mają większe prawa niż człowiek ?
  • Autokarem udało się nam dotrzeć do Wrocławia, skąd ruszyliśmy w drogę naszym samochodem.
  • Drzwi mieszkania otworzyliśmy o godzinie 18stej, 16.03 -czasu polskiego

Łączny czas, od wymeldowania się z hotelu, do otworzenia drzwi mieszkania to 56 godzin.