Tajlandia – wakacje ze snu

Tajlandia była moim marzeniem podróżniczym już od dziecka, widząc zdjęcia w folderach biur podróży mówiłam sobie, że muszę tam być! Paweł chwilę się opierał przed tym kierunkiem, ale kiedy już się udało go namówić polecieliśmy tam na miesiąc. Lot odbył się na trasie Warszawa – Pekin – Bangkok. Przesiadki około 2 h + około 3 h opóźnienia.

Najczęstszym kierunkiem wybieranym przez turystów jest południe kraju, czyli piękne rajskie plaże. My jednak postanowiliśmy wybrać się również na północ, zahaczając po drodze o zespół Świątynny w Ayutthaya.

Ayutthaya

Na miejsce dostaliśmy się za około 3 zł za osobę jadąc pociągiem z dworca w Bangkoku – Hua Lamphong , wybierając miejsca na drewnianych krzesełkach. Trasa około 90 km – czas około 1,5 h/2 h.

 

Bankgog Hua Lamphong

 

Pociąg z drewnianymi krzesłami, z „klimatyzacją”

Spaliśmy w świetnym obiekcie, tuż nad rzeką – Baan Are Gong Riverside Homestay. Znakomite jedzenie w restauracji, bardzo miła właścicielka. A możecie go podejrzeć tutaj. Chcąc wybrać się do parku historycznego musieliśmy przepłynąć rzekę. Czas ok. 10 min, koszt. ok. 5 zł

Wstęp do świątyń jest płatny, my jednak trafiliśmy na jeden z nielicznych dni w roku kiedy wejścia były darmowe. Po miejscu poruszaliśmy się na nogach. Można wypożyczyć rower, jest sporo wypożyczalni po drodze, rowery raczej do nowych nie należały. Można również poruszać się tuk tukiem. Kompleks świątyń, które zobaczyliśmy:

  • Wat Maha That
  • Wat Ratcha Burana
  • Pratu Chai
  • Tha Wasukri

 

Tha Wasukri

 

Wat Maha That

 

Wat Maha That

 

Wat Maha That

 

Wat Ratcha Burana

Kolejnym miejscem, do którego dotarliśmy było miasteczko położone ok. 750 km na północ – Pai.

Pai

Dotarliśmy tam z Ayuttthaya nocnym autobusem do Chang Mai, później wyjechaliśmy z tego samego dworca, małym busem do Pai. Droga jest bardzo Kręta, a tutejsi kierowcy na bardzo dużo sobie pozwalają na tych zakrętach, więc droga tylko dla wytrzymałych nerwowo i żołądkowo. Przed wyjazdem do tego miasta czytaliśmy trochę o Pai. Opinie były bardzo różne, więc chcieliśmy przekonać się na własnej skórze, jak to tak napraw∂e wygląda. W mieście jest jedna główna droga, która za dnia jest spokojna, jest kilka knajpek, a życie tutaj rodzi się dopiero wieczorem, rozkładają się stragany ze street foodem, z pamiątkami.

Jeżeli przejdziemy bambusowym mostem przez rzeczkę, wchodzimy jakby w inny świat…cudowny, górski klimat, cisza i spokój. Jest tam również możliwość wypożyczenia domków. My niestety dojechaliśmy na miejsce późnym wieczorem i nic wolnego już nie było(nic nie rezerwowaliśmy wcześniej, szukaliśmy na miejscu). Udało się nam znaleźć domek niedaleko głównej drogi, u młodego, sympatycznego Taja, gdzie na ogrodzie można było znaleźć, np drzewa z pomelo..takie prosto z drzewa smakuje pysznie. Załapaliśmy się też na świeżą papaję. Nazwy tego miejsca niestety nie pamiętamy 🙁

W Pai udało się nam wypożyczyć skutery, cena za dobę – to około 20 zł z paliwem.

 

Taka strzała się nam trafiła 🙂

Wodospady Mor Paeng

Naszym celem były wodospad Mor Paeng, wejście oczywiście bezpłatne. W wodzie kapały się tajskie dzieci, urządzając sobie z namoczonych skał zjeżdżalnie 🙂 turyści raczej moczyli tylko stopy – woda była lodowata.

 

Wracając, pozwoliliśmy sobie zagubić się trochę pośród typowych wiosek podglądając życie tamtejszych mieszkańców. Poniżej kilka zdjęć.

Pai Canyon

Wieczorem odwiedziliśmy Pai Canyon. Wysokie na ok 30 m pomarańczowe formacje skalne, kontrastujące z zielenią drzew. Miejsce piękne, jednak przejścia czasami bywają wąskie, strome i bardzo śliskie. Kanion jest bardzo popularnym miejscem na oglądanie zachodu słońca, zbiera się w tedy tam bardzo dużo osób. Wybierając się na spacer po kanionie można spotkać kogoś sporadycznie.

Biały Budda

Kolejnym miejscem rozpoznawalnym i zauważalnym z oddali jest Biały Budda, czuwający nad miastem. Można dotrzeć tam skuterem – dojechać pod świątynie, podejść kilka schodów, lub tak jak my – wybrać się z centrum na spacer! Po drodze wiele dzikich, pięknych miejsc!

 

Do Białego Buddy prowadzą schody..

 

Dalej też są schody…

 

A jakby ktoś już miał dość schodów.. to czekają kolejne schody..
(Do tego miejsca można dojechać skuterem)

 

Ale dla takiego widoku warto wchodzić po schodach..:)

Początkowo na Pai mieliśmy zaplanowane 2 dni, zostaliśmy na dłużej, żałując, będą w kolejnym miejscu, że nie zostaliśmy tam jeszcze 1/2 dni. Bardzo hipnotyzujące miejsce, ma w sobie coś takiego, że człowiek chce tam zostać dłużej i dłużej. Nazywana mekką hipisów i backpacker’ów. Gorąco polecamy!!